środa, 04 kwietnia 2012 12:58
Serdecznie zapraszamy wszystkich śledzących nasze poczynania do lektury artykułu, w którym obszernie przedstawiamy kompilację wydarzeń i osiągnięć OSY w 2011 roku. Zapewniamy, że poniższy tekst nie jest monochromatycznym zlepkiem naciąganych liczb - nie jest też zestawieniem podkoloryzowanych wyników.
W styczniu 2011 roku pierwsi członkowie OSY odebrali swoje legitymacje Straży Rybackiej. Powstała oficjalnie nowa grupa SSR zrzeszająca strażników z trzech graniczących z sobą powiatów. Co dało nam wstąpienie w szeregi SSR?
Tak naprawdę, ze względu na ograniczenia ustawowe tej formacji, zyskaliśmy tylko jedną, jednak niezmiernie cenną rzecz: ochronę prawną przysługującą funkcjonariuszom publicznym podczas wykonywanych czynności. Oznacza to w praktyce, że czyny takie jak naruszenie nietykalności cielesnej, czynna napaść czy zniewaga strażnika SSR automatycznie wiążą się z naruszeniem art. 222, 223 i 226 kodeksu karnego.
Pierwsze miesiące roku to okres mniejszego natężenia kłusownictwa. Nad rzekami trociowymi pojawiają się znów wędkarze, których obecność mocno ogranicza apetyt na skłusowaną rybkę. W tym okresie skupiliśmy nasza uwagę na okolicznych rzekach krainy pstrąga i lipienia. "Robaczkarze" potrafią tu dokonać prawdziwych cudów w kwestii spustoszenia populacji tych dwóch gatunków. Od początku ubiegłego roku prowadziliśmy także rozmowy ze Związkiem Miast i Gmin Dorzecza Parsęty w sprawie wsparcia naszej inicjatywy. Nasze starania zaowocowały w styczniu tego roku - szczegóły podamy w odrębnym artykule.
Kontaktowaliśmy się także z firmami i organizacjami ekologicznymi w celu pozyskania dodatkowych środków na ochronę tarła ryb łososiowatych. Niestety, żadna ze znanych firm obecnych na naszym wędkarskim rynku nie zdecydowała się nas wesprzeć.
Mając na uwadze ostatni kwartał roku i związany z nim ciąg tarłowy troci i łososia, spotkaliśmy się z komendantem Straży Granicznej w Kołobrzegu ppłk. Romanem Biernackim, komendantem Policji w Karlinie asp. Markiem Biełookim oraz z przedstawicielami nadleśnictwa w celu nawiązania znajomości i poproszenia o współpracę. Wszędzie spotkaliśmy się z miłym przyjęciem, zrozumieniem i perspektywą wspólnych działań.
W czerwcu pojawiły się nad Parsętą pierwsze sieci kłusownicze.
Po kilku nieudanych próbach ujęcia kłusowników na gorącym uczynku, w czwartek, 7 lipca, nastąpił przełom:
wspólna akcja OSY i funkcjonariuszy Policji w Karlinie zakończyła się zatrzymaniem 3 osób stawiających sieci na rzece Parsęcie. Jeden z mężczyzn w akcie desperacji ratował się ucieczką skacząc do rzeki i przepływając na przeciwległy brzeg. Zatrzymany został następnego dnia dzięki sprawnej interwencji karlińskiej Policji. Mężczyznom przestawiono zarzuty z artykułu 27c Ustawy o Rybactwie Śródlądowym (UoRŚ). Na orzeczenie sądu w dalszym ciągu czekamy ponieważ nie był to ostatni kłusowniczy występek ww. Panów - kilka tygodni później zatrzymani zostali nad rzeką po raz kolejny.
Nadszedł październik a wraz z nim prawdziwy młyn. Nad rzekami i ich dopływami zaroiło się od śladów osób podążających za pływającym w wodzie mięskiem. Nasze działania skoncentrowaliśmy na dopływach, gdzie te najbardziej cenne, trące się łososiowate narażone są na odwiedziny Panów z ościeniem, przetwornicą i siateczką. To nie wszystkie metody stosowane przez tubylców: dochodziły do nas słuchy o próbach ogłuszania trących się ryb...płytami chodnikowymi.
Na akcje udawaliśmy się praktycznie codziennie. Poziom energii i paliwa w baku z dnia na dzień malał w oczach. W tym wszystkim udało nam się jakoś jeszcze zaprosić w nasze rejony ekipę TVN UWAGA w celu nagrania reportażu o kłusownictwie. W programie przedstawione zostały m.in. formacje walczące z tym procederem, poruszono także kilka istotnych kwestii dotyczących "trociowego biznesu". Oczywiście w reportażu nie zabrakło także OSY. Mieliśmy okazję opowiedzieć nieco o napadzie na kilku członków OSY obserwujących ryby skaczące przez przepławkę elektrowni w Rościnie, podczas którego ucierpiało dwóch naszych kolegów. To przykre wydarzenie, po którym sporo osób spodziewało się naszego końca. Nie możemy powiedzieć, że przedstawiony materiał uważamy za udany - czas antenowy był stanowczo za krótki a podejście reporterów pozostawiało wiele do życzenia. Przedstawione przez nas fakty mogły posłużyć czemuś więcej niż tylko muśnięciu wierzchołka góry lodowej. Jednak już samo nagłośnienie problemu, z jakim walczymy, jest dla nas absolutnym sukcesem.
Można było o nas usłyszeć także w Teleekspresie, nawet dwa razy. W Głosie Koszalińskim ukazało się kilka artykułów na nasz temat, w których podkreślaliśmy, jak wielkim a zarazem niedocenianym skarbem dla naszego regionu są dwuśrodowiskowe ryby łososiowate. W mediach za każdym razem podkreślaliśmy, jak bardzo problem kłusownictwa przerasta Polski Związek Wędkarski a kary przewidziane w Ustawie o Rybactwie Śródlądowym - a w szczególności te faktycznie wymierzane przez sądy - nijak mają się do wagi popełnionego przestępstwa.
Po incydencie, do którego doszło w Rościnie, zamiast podupaść na duchu, ruszyliśmy na akcje z jeszcze większą determinacją. Zidentyfikowaliśmy, dzięki zaangażowaniu Policji, sprawców napaści (de facto uchodzących za kłusowników), którzy trafili do aresztu, gdzie czekają na wymierzenie kary.
Udowodniliśmy, że ochrona ryb nie jest dla nas jedynie krótkim epizodem. Nasze wyniki mówią same za siebie:
W zeszłym roku przyczyniliśmy się do zatrzymania 22 kłusowników. Osobiście, podczas akcji przeprowadzanych za dnia i w nocy, ujęliśmy 18 osób kłusujących w dorzeczu Parsęty, z czego 5 zatrzymaliśmy działając wspólnie z funkcjonariuszami Policji w Karlinie.
Do powyższej statystyki nie wliczamy "maliniarzy" poławiających trocie (osoby łamiące UoRŚ) ani "robaczkarzy" plądrujących pogłowie pstrąga. Czterech sprawców kłusownictwa - wśród nich także niestety ekipa "faziarzy" (kłusownictwo przy użyciu prądu elektrycznego) - zdołało, mimo prób pościgu, zbiec z miejsca przestępstwa. Rachunki wyrównamy w nadchodzącym sezonie.

Nasz wynik przekracza najśmielsze oczekiwania. Jest jednak i druga strona medalu: jak bardzo rozpowszechnione jest zjawisko kłusownictwa? Ile było osób, które bezkarnie mordowały ryby w miejscach, gdzie nie byliśmy w stanie się pojawić? Podczas naszych akcji zdarzały się przypadki, że podczas obserwacji jednej grupy kłusowników, nad rzeką pojawiała się inna, konkurencyjna ekipa wyposażona w ościenie. Bandy konkurujące miedzy sobą - niczym niedźwiedzie na Alasce. Niejednokrotnie po przybyciu na tarliska okazywało się, że możemy już tylko i wyłącznie podziwiać dowody rzezi dokonanej na rybach przed naszym przybyciem. Widok krwi i ikry zalegającej na brzegach obrazował ogrom strat dokonanych przez pazernych autochtonów (chociaż przyznać trzeba, że i turystyka kłusownicza jest u nas w modzie).
Na sam koniec chcielibyśmy podziękować osobom, które informowały nas o przypadkach nielegalnego połowu ryb. Wszystkich młodych wędkarzy i inne osoby zainteresowane aktywną ochroną ryb zachęcamy do kontaktu z nami i do zasilenia naszych szeregów. Potrzebujemy Waszej pomocy i świeżej krwi.
Pozdrawiamy i zapraszamy wkrótce do przeczytania II części naszego bilansu 2011,
ekipa OSY